poniedziałek, 23 listopada 2020

Wysilanie się...

Wysilamy się bo musimy, a nie - bo chcemy...

Czasem mówi się "chcieć to móc", lecz niewielu chciałoby to połączyć: wysiłek i wolę realizacji. Determinację. W imię czego? Dla kogo niby miałoby to się "zadziać", na jak długo starczy nam zapału i sił?
Oczywiście gdy to jest ktoś bliski naszemu sercu, gdy go znamy i wtedy przychodzi nam go dopingować czy - obdarzać - takim trudem, poświęceniem, taką pracą. 
Własnym wysiłkiem ale i, z troską, podkreślać swoje i jego zasługi (jego - jako pokornego i posłusznego biorcy...).
Wtedy wysilanie się, przychodzi nam łatwiej...
Jednak warto zdać sobie sprawę, że gdyby nie przymus czy sytuacja, czasem dług wdzięczności - nigdy nie zdecydowalibyśmy sami o tym wysiłku.

Przychodzi nam przekroczyć siebie. 
Swoje ograniczenia, chaos organizacyjny, czasem lenistwo czy brak dyscypliny. 
Zwykłe odkładanie prac na potem, zajmowanie się tzw. byle czym - jakie przynosi nam radość, swobodę i daje rozrywkę...

Z czym się kojarzy wysilanie się??? Wysiłek...

A no z pracą, z zadaniem i terminem. 
Z czymś co występuje dodatkowo - ponad wymiarowo. Już chcielibyśmy wrócić do domu, pożegnać codzienne obowiązki - biuro czy szkołę... 
A tu nagle - wysiłek, praca, trud i zwykle, towarzyszący temu dodatkowy czas, ten: zaplanowany i ograniczony, poświęcony z już posiadanego przecież małego zasobu - mój czas.

Ale my tego przecież się uczymy, bo mój czas także należy do innych, ma tę specyfikę, zazębia się i spotyka w "ludzkim spotkaniu" ale też gdy wspólnie "spędzam go z innymi", podczas wypoczynku czy wyjazdu chętnie go razem "trawimy, marnujemy czy przegadujemy". Pływamy, czytamy, siedzimy i po prostu - przegadujemy go czy śmiejemy się wtedy razem, czując że ciało i umysł się relaksują i chwytają balans...

Więc czemu mamy taki opór gdy połączymy go (musimy...) z wysiłkiem i pracą. Gdy okazuje się darowany ale też i - pozornie tracony, bezproduktywnie odebrany nam. I jeszcze - bez gratyfikacji, zadośćuczynienia. 
Za "Bóg zapłać" czy jałowe i drobne "dziękuję ci". 
Gdy wymaga tego sprawa... Gdy już to komuś obiecaliśmy...




Bo??? Bo...
Bo tego wymaga. 
Bo potrzeba tej naszej zgody, naszego "tak". 


Bo dojrzałość i odpowiedzialność kształtuje w nas przekonanie, że warto - bo bez wysiłku, coś wydaje się takie mało ważne, miałkie... Osiągnięte zbyt łatwo i szybko, tanie - tanie...
Bo ona rodzi systematyczność, gotowość i kształtuje charakter człowieka. 

Wreszcie - wymaga żelaznej dyscypliny, punktualności i zaplanowania dnia i życia. 

Czy teraz możemy nadal twierdzić, że wysiłek nie ma sensu. Że go nie warto czynić, że to tylko zewnętrzny lub wewnętrzny - wykształcony w nas przez rodziców lub społeczeństwo - przymus i nakaz??? Że tylko ten fakt czyni nas do niego zdolnymi? 
Ależ ma znaczenie i ma wartość...

To, że nie wiąże się z nim korzyść ani zysk... 

Ale i to, że jest immanentnie wpisany w życie, choć ten przymus - będziemy odczuwali i przeżywali zawsze. Lecz może właśnie przez ten fakt i dla niego - warto. 

Bo bo życie nie składa się z samych tylko przyjemności i zabawy, z taniej rozrywki i mało ważnej wiedzy. 

Czasem właśnie to przeżywane "trzeba" lub "muszę wstać i iść" - czyni z nas prawdziwych - kobietę lub mężczyznę, matkę czy ojca. Człowieka... Ludzi....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz