Zaskakująco szybko dotarliśmy dziś i do głębi i dotykając sedna problemu z 4-klasistami, na lekcji zastępstwa, na której "nie mogę prowadzić języka angielskiego, gdyż nie mam stosownych uprawnień", jak pięknie jest się uczyć. Jak wiele rzeczy może nam się przydać. Jak jest ciekawie, gdy wiemy i rozumiemy i troszkę wtedy - gdy pomagamy uczyć się innym. Przelecieliśmy w 40 minut te obszary pozostawiając 4 minuty na to, by nowość- wiedza i temat "usiadł".
Ogarnialiśmy bezkres metod nauki i zapamiętywania "na czuja", chaotycznie stosowanych, regulowaliśmy rzeki przypadkowości i spontaniczności uczenia się. Tego jak i co robimy teraz, najczęściej, jak z rodzicami - a jak w klasie i grupie - czy stosujemy te techniki w kolejności, czy planowo, czy w zależności od przedmiotu - czy "bez przypadek".
No i - co z tego mamy...
Nawet nie zdążyliśmy dojść do świata motywacji oraz pasji - bo to wyższa szkoła jazdy, koń bez uzdy i bez siodła - najczęściej...
I wróciło mi wspomnienie z wakacji, wspomnienie trudnej rozmowy. A na jej końcu pytania.
A moje pytanie do specjalistki z tego zakresu, dziewczyny - która zaatakowała mnie słowem: "Nie możesz, nie wolno prowadzić ci takich zajęć, mówić i czytać, opowiadać i rozbudzać w nich wiedzę -bo nie pasję - ciekawość poznawczą". Do tego, nawet nie doszłyśmy... Bez wypowiedzi i komentarza z mojej strony. Tylko pytanie. Retoryczne - oczywiście... Na tę głośną krytykę, na dość ostry atak i trajkot dwojga ust (dwie nauczycielki) - czyli przykry krytycyzm sofisty, "umysłowca" i zabójcę spontaniczności... Szkolnego analityka i "przePISowca", "regulamin rzecz-święta", takich "odtąd dotąd". I to jeszcze na wakacjach, w trakcie uroczystości poślubnej i rocznicowej, kawki i herbatki w ogrodzie...
To... Konfrontacja, bitwa na słowa.
Bo nie czyny (choć po czynach lepiej mnie poznać, słowa gubię w zachwycie - czasem).
Zadałam jej wtedy szybkie, chyba odruchowe - jak czuję - pytanie:
Czego, jak ci się wydaje uczysz ich na lekcji - a sama pracuje jako pedagog, koleżanka zaś jest bibliotekarzem, choć wykształcenie polonistyczne - oczywiście.
Przekazujesz wiedzę, czy ćwiczysz umiejętności???. Dajesz porcję tego co powinni znać, umieć, rozumieć - pojąć. Choc mogą to przeczytać, usłyszeć lub znaleźć w dowolnym miejscu, czyli"#rybę"- czy też - dajesz im #wędkę (patyk, haczyk). Zastanów się, jakby od tego nie zależało twoje życie - ale ich los...
Reakcja, rybka...
Zamknięte usta. Woda dotarła do poziomu warg.
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz