Spacer po tej samej pięciolinii, czy mogę tak nazwać to zapoznanie, tę aktywność???
Moment gdy chore lub mocno zagubione, zaburzone dziecko zaprasza mnie do swojego świata przeżyć, odczuć i związków. Do śladów jakie odcisnęli na nim ludzie, do swoich motyli i ptaków ale też do strachów i potworów... Bo ten świat czasem jest bajką i ułudą, a czasem mrocznym i fantastycznym horrorem bez wyjścia. Labiryntem w którym mrok z lubością przepędza dzień...
Zagubienie dziecka, zwłaszcza zanim zostanie zdiagnozowane przypomina jakąś malarską mroczność. Ten czas jest trudny dla wszystkich stron, jest w nim więcej pytań niż odpowiedzi. Każda osoba cierpi w tym oddaleniu, nieufności, w pytaniach i wątpliwościach - ale też w poczuciu winy jakie na siebie bierze, naciąga jak używaną skórę...
Tak szybko padamy, rezygnujemy, załamujemy się. Porównujemy się do tych, co mają lepiej, są zdrowsi i piękniejsi, posiadają to, czego nam brak...
Nie radzimy sobie z trudnością w jaką życie i los wrzuca nas jak wiśnię w kompot.
Jak ciało w grób, w pustkę - jak zwierzę w pułapkę...
To zaproszenie do "wspólnej wędrówki po pięciolinii" jest pierwszą próbą nawiązania relacji, kontaktu, gdy nawet do współpracy i zrozumienia jeszcze daleko.
To trochę tak, jak zobaczyć twarz nadziei, anioła... jak dostrzec światło.
To trochę tak, jak barwa - zwiastun tęczy, danej od naszego Stwórcy, by zakończyć potop, deszcz, powódź czy pożogę. Sygnał i jasny komunikat - żeby pozostać i trwać, jeszcze nie rezygnować, nie dać za wygraną...
Dziecko nie wyrazi potrzeby, nie powie o co mu chodzi, co w nim tkwi, z czym się mierzy... Jest najczęściej pozostawione i czuje się obco, samotne na pełnej łez ziemi, samotne w kosmosie. Dookoła wrogi świat, jego przedstawiciele - smutni, poważni i zatroskani, przejęci - lecz nieumiejętnie pomagający lub wcale...
To jego życie, a takie inne niż wszystkich. Scenariusz z jakiejś dziwnej i niepowtarzalnej historii, dramatu, który trwa i śni się - mimo porannego otwarcia oczu.
Ono trwa w prawdziwym oku cyklonu, bezpieczne. Tam - gdzie znalazło spokój i ukojenie, choć dookoła rozpętała się burza i trwa wycie, hałas, szum, wszystko w nerwach chce oprzeć się i stanąć na ziemi. Możliwie szybko i sprawnie powrócić do równowagi.
Dziecko jest od tego dalekie, ale jest też izolowane... W swej niewiedzy i strachu, zablokowane i smutne, a wszystko to, co je otacza - wygląda podejrzanie tajemniczo. Wsparcie jakie możemy ofiarować jest bezcenne, na samo zaproszenie do jego utworu, do jego życia, na pięciolinię - możemy być wdzięczni...
Zachęcam mocno, łapmy te momenty, te błyski i flashe... Być może jesteśmy "tu i teraz" jedynymi ludźmi dopuszczonymi tak blisko do tajemnicy, do trudności... Cicho odpowiadajmy na pytanie: jakie jest nasze zadanie, po co stanęliśmy na czyjejś drodze - bo nie musimy wiedzieć i rozumieć już, od razu... Tajemnice innych ludzi otaczają nas przecież dość szczelnie, wypełniając przestrzeń.
Był czas, gdy sami tkwiliśmy w kłopocie, w klinczu, w pułapce...
Nasz świat i świat dziecka przenikają się ale nie są ani tożsame, ani przystające do siebie...
Nie znajdziemy tu podobieństw czy analogii i nie próbujmy szukać ich na siłę.
To spotkanie małego człowieka - ono zawsze będzie i niespodzianką, i nową historią, którą warto zgłębić.
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz