poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Śmierć: pożegnać, pogrzebać

O dramacie rodzących się i umierających zaraz dzieci, pożegnaniu się z odchodzącymi maluszkami ale też jak ciężko o tym mówić i wreszcie - jak długo się pamięta, każdy z nas trochę wie. A to w rodzinie  ktoś miał takie doświadczenie, a to ktoś bliski opowiadał... 

Może sami też uczestniczyliśmy w odchodzeniu, żegnaniu się z dzieckiem, próbie ratowania go. W godzinach spędzonych przy łóżku... W ostatnim też pożegnaniu, we wsparciu rodziców...

Matka jednego z moich uczniów straciła maleńką, kilkumiesięczną córeczkę. Tak się cieszyła na jej urodzenie... Już jej nie ma między nami...


Moja córka zdecydowała się na wolontariat w Szpitalu dziecięcym, oddział do wyboru - jednak czekała ją rozmowa z opiekunem wolontariatu, księdzem i jego wskazanie i osąd... Posłuchał i popatrzył na nią już po rozmowie, zapytał o to jak sobie wyobraża pomoc, działanie, zadania. Podumał chwilę, i powiedział - "już wiem gdzie cię przydzielić... pójdziesz na onkologię dziecięcą".

Ciężar ugina trochę kolana.  Wydaje się to nie zabawą, a na pewno nie rozrywką... choć często ta aktywność taka jest: gry, zabawy, czytanie książek, strojenie się...

Ale najbardziej urzekła mnie prośba jednej z dziewczynek do mojej córki, takiej małej uśmiechniętej buzi - "mogłabyś poczesać mi włoski???". I myśl. Kurcze, co tu czesać, ona nie ma żadnych włosków. Chemia jej zabrała... Na to zdziwienie i milczenie mojej córki dziewczynka z uśmiechem zagadała: "Wiem wiem, na głowie nic nie ma... ale chociaż poudawajmy tą szczotką, że mnie czeszesz po główce..."

I jak tu nie kochać tego co jest, i takiego jak jest... Zanim odejdzie, zanim się ją tylko taką zapamięta. 
Moje dziecko ma czasem orzeszek do zgryzienia... 
I tematy do rozważenia w głowie. 

Czy lekarz może pomóc. Nie wiem, ale niech przynajmniej spróbuje...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz