Moje dziecko blisko 20sto letnie zadało mi pytanie z gatunku "powiało grozą". Mamo, mianowicie, coście wy przez ostatnie lata jej do głowy wkładali... Ano pytanie brzmiało: "Co to są nowalijki, o których wszędzie dookoła słyszę..."
Zdębiałam. Może faktycznie zbyt mało rozmawiam z dziećmi. No to akurat chyba jest mało możliwe, mówię i to czasem zbyt wiele...
Może nie jasno mówię. Może to archaizm. Obca mowa. Dziwne słowa... Może używamy aż nadto obcobrzmiących słów. Choć dla mnie, to raczej abstrakcja - po tylu latach dochodzę do wniosku, że używałam innego, może niewłaściwego słowa na określenie tego, co zdrowsze po zimie, 6-miesięcznym okresie oczekiwania na słońce i życie, a co - wyraźnie odcina się od tej odchodzącej pory roku... I może na to, co świeże i zielone, zabrakło mi już innych określeń. A może zapominam, nie nauczyłam takich słów. Nie wyjaśniłam...
Czy to te powody???
Zaskoczyła mnie tak, iż zaniemówiłam... potem już tylko śmiałam się z siebie i nie wierzyłam w to, że nigdy przy dziecku nie mówiłam o pierwszych, świeżych "warzywkach" nowalijki... No może nieprecyzyjnie, nie tylko wtedy, gdy wysyłałam ją do sklepu - kiosku z zieleninką... Po tzw. cokolwiek "zielonego".
Ale gdy sadziłyśmy w doniczce, w ziemi cebulę i końcówki korzenia białej piertuchy... Gdy w ostatnich latach wysiewamy kiełki. Moczymy różne ich nasiona, by puściły pierwsze korzonki i listki... Gdy kochamy same pożerać świeżą rzeżuchę do serka białego... Gdy sama przecież sieję proso naszego ptaka, bo barwi świat ale i jajko wielkanocne na zielono...
Po prostu mnie mocno dziewczyna moja "zadziwiła".
Gdy teraz myślę o tej rozmowie, śmiesznej wymianie i grze słów... O warzywie, które jednak dwuznacznie trochę brzmi - dostrzegam przecież jak sama miksuje owoce lub miesza je w ciekawych zestawach kolorystycznych, jak codziennie wchłania mieszankę gotowych sałat - dorzucając to, co kolorowe i zakupione i co niesie w sobie bogactwo karotenu, jak przecież chętnie nawet surowe plastry buraka czy marchwi chrupie. Jemy to, używamy tego, wiemy ze zdrowe... tylko ta nazwa.
Nowe...
Nowe i delikatne, takie - pierwsze życie dla tkanek i ożywienie dla skóry i krwi. To co jest od zawsze a tylko brzmi ekscentrycznie czy też może zbyt podręcznikowo, zbyt tajemniczo - "jak z przepisu" czy też światowo, co ma nazwę nieprzystającą do kolorowej w jednym odcieniu zieleni treści właściwie naci... Czasem tylko - czerwonych kulek rzodkiewki czy młodej kalarepki...
Muszę się z tego śmiać, zażartować, choć wiem że zdrowe, ale w tej rozmowie - i nasz śmiech oraz to zdziwienie dziecka także było zdrowe, zaskakujące - i takie jak nasze dialogi na cztery nogi - ożywcze...
Blog o ekologii i rodzinie: relacjach, wychowaniu, miłości Podstawy oddziaływań psychologicznych Wiele tematów porusza problemy wychowania, zaburzenia zachowania i emocji, dysfunkcje Jak wspierać wychowanie w rodzinie i komunikację małżeńską Na czym polega wsparcie i pomoc psychologiczna Czym jest kontakt terapeutyczny O ekologii i zdrowiu O homeostazie i poszukiwaniu szczęścia Życie w domu Wspólnota i jej potrzeby Wsparcie i bliskość Miłość dziecka i znaczenie zaufania O szkole i roli rodziny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz