wtorek, 11 marca 2014

Kocham go, kocham bardzo trudną miłością...

Mam dziecko. I ty je masz... A nawet jeśli nie masz, nie posiadasz dziecka to pewnie wiesz lub czujesz o czym mówię...
Bo ta "trudna miłość" o jakiej piszę, to nie jest - broń Boże - to uczucie piętnowane przez zwykłych ludzi, a ukazywane przez media i celebrytów - wypełniających po brzegi studia telewizyjne i okładki kolorowych pism. Trudną miłością nazywam macierzyńskie i ojcowskie emocje skierowane do dziecka, uczucia i odczucia gdy więcej jest wątpliwości oraz słabości - niż wsparcia ale i siły, jak winniśmy dać, przekazać, zarażać nią...
Mniej miejsca na spontaniczność, na wyważenie racji - gdzie gorące sprawy oraz problemy dnia codziennego zniekształcają rodzinne, bliskie relacje.

Trudna jest też ta postawa i miłość w rodzinie - do współmałżonka, do osoby bliskiej, do siostry czy brata, do rodzonego dziecka... - Wtedy, gdy relacje i więzi ulegają nadwątleniu, osłabieniu. Gdy odsuwamy się od siebie. Gdy zdobywamy autonomię i niezależność... Gdy mały i duży człowiek dojrzewa, zmienia się i kształtuje codziennie i na nowo. 
Nawet gdy upada, traci nadzieję, gasi wolę... osłabia swoje siły, podejmuje ryzykowne działania i decyzje. Różne - czasem wstydzi się ich, wstydzi za samego siebie, ale i za... pociechę lub za towarzysza życia, bardzo...
Ale kocha się, to ważne. Nadal się kocha... Spokojnie, z godnością, i z całego serca!!!

Trzeba się uczyć kochać, nawet na nowo.... Nawet jeśli miłość ta, jest trudna!!!  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz