piątek, 9 października 2020

Samotność jest gorsza...

Szukamy czegoś najbardziej dramatycznego, trudnego... gorszego. 

U ludzi starszych, to poszukiwanie scenariusza na życie jest już proste, do wyboru - spośród kilku - kilkudziesięciu dostępnych. Ale u młodzieży, u ludzi młodych jeszcze - 25-35 latków... Co tak naprawdę nas wyhamowuje, co boli i doskwiera. Co blokuje "rozwój" młodego człowieka. Co jest tak niemożliwego do przeżycia i samodzielnego ogarnięcia, poukładania dla młodego człowieka, ale też dla każdego z nas - dorosłych, rodziców. Dla głowy rodziny, połowy rodzaju ludzkiego.

Zwłaszcza przyjrzyjmy się współczesnemu, wszechogarniającemu nas zamieszaniu: wrzuceni w nowe miejsce, nową rzeczywistość. Tę nie do końca chcianą... Pogubieni, oddaleni od rodzin i korzeni. Od domu... 

Gdzieś na wyjeździe i na emigracji - oddalając się od wszystkiego co znamy, od najbliższych - domu i rodziny - otrzymujemy tę samotność i pustkę interpersonalną - powszednią, jak chleb... 

Młodzi... Czym żyją, co czują. Czy wiecie, słuchacie ich??? Zadajecie im pytania - po to, by dowiedzieć się - by słuchać, czy - aby samo pytanie zadać i by zabrzmiał wasz głos???

Czy teraz wreszcie wiedzą, co tak naprawdę wybrali? 

Na co się zdecydowali? Czym zaryzykowali?

Niepojęte, niezbadane...

Po dzieciach i po uczniach widzę, że najtrudniej przeżywają samotność. Są jak urwane z wierzchołka rośliny pączki róży... Nie tylko nie rozkwitną w pełni, nie zamienią się w kwiat jakim mogliby być, cieszyć oko, gdzieś na macierzystej, dobrej glebie... Nawet teraz będą karleć w swojej postaci... 

Długo i ciężko jest się tak zebrać w sobie, mogąc liczyć w zasadzie tylko na kilka bliskich osób. Co z porzuconymi. Co z dziećmi emigrantów - zagubionymi czy zgubionymi fizycznie w tym świecie??? Co powiemy, patrząc i łapiąc kątem oka ich bezradne i ufne spojrzenie. Warząc  dobrze słowa - czy wyciągniemy w ich stronę dłonie, skore do pomocy.


 

Samotność jest zła. Samotność osoby starszej. Samotność odchodzenia. Samotność oddanego czy osieroconego dziecka.  Samotność skazańca w sali  - czy celi śmierci. Samotność niezrozumienia - odrzuconego ojca, chorej czy niezrównoważonej matki. 

Ona jest najgorszym kawałkiem czasu, i jest też dla człowieka najgorsza. 

Rzadko się zmienia...

To odczucie lub poczucie kolejnego opuszczenia...

Kolejnego zawodu, jaki ciągle towarzyszy w życiu. Jak cierń kaleczy stopy... Igła w bucie, kolec róży w niej przypadkowo zagłębiony... Powstrzymuje przed biegiem, przed prawdziwym pościgiem - za swoimi marzeniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz