Szukamy czegoś najbardziej dramatycznego, trudnego... gorszego.
U ludzi starszych, to poszukiwanie scenariusza na życie jest już proste, do wyboru - spośród kilku - kilkudziesięciu dostępnych. Ale u młodzieży, u ludzi młodych jeszcze - 25-35 latków... Co tak naprawdę nas wyhamowuje, co boli i doskwiera. Co blokuje "rozwój" młodego człowieka. Co jest tak niemożliwego do przeżycia i samodzielnego ogarnięcia, poukładania dla młodego człowieka, ale też dla każdego z nas - dorosłych, rodziców. Dla głowy rodziny, połowy rodzaju ludzkiego.
Zwłaszcza przyjrzyjmy się współczesnemu, wszechogarniającemu nas zamieszaniu: wrzuceni w nowe miejsce, nową rzeczywistość. Tę nie do końca chcianą... Pogubieni, oddaleni od rodzin i korzeni. Od domu...
Gdzieś na wyjeździe i na emigracji - oddalając się od wszystkiego co znamy, od najbliższych - domu i rodziny - otrzymujemy tę samotność i pustkę interpersonalną - powszednią, jak chleb...
Młodzi... Czym żyją, co czują. Czy wiecie, słuchacie ich??? Zadajecie im pytania - po to, by dowiedzieć się - by słuchać, czy - aby samo pytanie zadać i by zabrzmiał wasz głos???
Czy teraz wreszcie wiedzą, co tak naprawdę wybrali?
Na co się zdecydowali? Czym zaryzykowali?
Niepojęte, niezbadane...
Po dzieciach i po uczniach widzę, że najtrudniej przeżywają samotność. Są jak urwane z wierzchołka rośliny pączki róży... Nie tylko nie rozkwitną w pełni, nie zamienią się w kwiat jakim mogliby być, cieszyć oko, gdzieś na macierzystej, dobrej glebie... Nawet teraz będą karleć w swojej postaci...
Długo i ciężko jest się tak zebrać w sobie, mogąc liczyć w zasadzie tylko na kilka bliskich osób. Co z porzuconymi. Co z dziećmi emigrantów - zagubionymi czy zgubionymi fizycznie w tym świecie??? Co powiemy, patrząc i łapiąc kątem oka ich bezradne i ufne spojrzenie. Warząc dobrze słowa - czy wyciągniemy w ich stronę dłonie, skore do pomocy.
Samotność jest zła. Samotność osoby starszej. Samotność odchodzenia. Samotność oddanego czy osieroconego dziecka. Samotność skazańca w sali - czy celi śmierci. Samotność niezrozumienia - odrzuconego ojca, chorej czy niezrównoważonej matki.
Ona jest najgorszym kawałkiem czasu, i jest też dla człowieka najgorsza.
Rzadko się zmienia...
To odczucie lub poczucie kolejnego opuszczenia...
Kolejnego zawodu, jaki ciągle towarzyszy w życiu. Jak cierń kaleczy stopy... Igła w bucie, kolec róży w niej przypadkowo zagłębiony... Powstrzymuje przed biegiem, przed prawdziwym pościgiem - za swoimi marzeniami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz