wtorek, 3 lipca 2018

Dawanie??? Czyli coś ważnego dla rodziców

Jesteśmy przyzwyczajeni i w trakcie rozwoju, dorastania - wciąż przyzwyczajani do dawania...
Dawać, dostarczać wszystkiemu, wszystkim ludziom i - najlepiej wszystko!!! Ile się tylko da...

Jest to pewien standard, jakiemu w jakiś sposób wierzymy, ufamy i wyznajemy to całym swoim życiem... 
I to nawet nie chodzi o to, że kobiety to robią. Że one się starają - całe dla dzieci, dla męża i dla rodziny... dla starej i schorowanej matki. Na wykształcenie dzieciaków, na codzienne sprawunki, strawę i by te dzieciaki, te "one" się wykształciły... by wyjechały i odpoczęły... bo się im, bliskim i ukochanym, dzieciom i młodzieży naszej dorastającej - tym wszystkim - się po prostu to należy...

No ale jak????
Ale dlaczego???
W imię czego - ma tak właśnie być???

Ile można dawać, jak wiele poświęcić... Z siebie, z własnych sił. Ona chce być wszystkim, dla każdego - by podnosić, ratować, wzmacniać, przytulać, zagrzewać do walki, nauki, do występów czy sportu... Zwłaszcza gdy nie ma wsparcia męża, ojca rodziny!!! 
Ale jest też sytuacja odwrotna, bo nie przeciwstawna - mężczyzna bierze na siebie wiele, czasem zbyt dużo... nie ma go w domu ale w pracy - jest bossem, klasycznym pracoholikiem, dawcą i dostarczycielem fortuny, drogich rzeczy - przedmiotów i prezentów... 
Nie ma go ciałem, nie ma duchem - ale... spłaca aktywnie ten dług. Dosłownie spłaca.

Akceptacja??? Nie, to akceptacja braku i nieobecności. 
Lub też przepracowania i braku radości z posiadanej rodziny i bycia w małżeństwie, bycia rodzicami... Nieszczęśliwy. Zapracowany na śmierć, czyli bez energii - jaką mógłby się podzielić i wesprzeć. Wciąż pragnący. Ale samotności i wypoczynku, odskoczni...
Smutna, tracąca grunt pod nogami - nie samodzielna, ale pozostawiona sama sobie, w swoich marzeniach i pragnieniach, w trudach dnia codziennego. Walcząca??? No nie wiem, czy też... czy raczej tyrająca sobą, jakiej i której siły i czas - są policzone, kończą się, są zawsze u schyłku...

Dawanie to niebezpieczeństwo gdy nie rozumiemy jak bardzo sobie nawzajem jesteśmy potrzebni. Gdy dajemy, owszem, ale nie samych siebie w ofierze do końca, lecz umiejętnie - przyjmujące i przyjmujący pomoc. Dlatego jesteśmy razem, dlatego też "dla siebie" bo właśnie w tym tandemie, w tej parze, w mocnym związku - nasza siła wzrasta.

Jeśli tego nie opanujemy, nie otworzymy się na te rzeczywistości... na siebie, takimi, jakimi jesteśmy (a raczej uczyliśmy i uczymy się być). Na nasze światy i te wszystkie sytuacje jakie nas czekają w życiu - a te, mogą zdążać ku krawędzi, ku katastrofie...

Ta rodzina i małżeństwo, bliskość i wspólna życiowa droga, to właśnie miejsce na współpracę i wspólnotę - ze sobą. Razem... I na zawsze!!! I gdy to dobrze przeżywamy, współtworzymy nasze życie - czyli gdy jesteśmy dla siebie, nie unikamy siebie i nasze światy się przenikają - to znaczy, że jesteśmy gotowi na dawanie i branie. Bo to jest istota naszego życia. 
Przepływanie - żeby dawać, trzeba to mieć. 
Aby mieć - trzeba było to dostać i przyjąć jednocześnie... 
Umieć tak żyć - jest wielką sztuką. 
   


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz