piątek, 22 czerwca 2018

Potrzeby emocjonalne dziecka



Potrzeby emocjonalne dzieci i sposób ich wyrażania są różne, jeśli chodzi o grupę wiekową, ale podobne są ich źródła.
Dziecko z racji swojego wieku, i poziomu rozumienia sytuacji czy relacji – często nie prosi nas "wprost" o to na czym najbardziej mu zależy. Zwykle samo nie do końca wie i rozumie o co mu chodzi...
Nie wyraża więc często samej potrzeby - natomiast czytelnie je sygnalizuje – np. lęk, niepokój, niepewność, zagubienie, brak czegoś. Często w swojej samotności czy rozpaczy – po prostu płacze, szuka kontaktu – bliskości – pragnie dorosłego na wyłączność. 
Siedzi na kolanach u wychowawcy, stara się nie odstępować go na krok. Są to sygnały niezaspokojonych pierwotnych potrzeb – bliskości, bezpieczeństwa czy bezwarunkowej akceptacji. 

W sytuacji jaką potem rozpoznajemy w pracy, w szkole w kontakcie z dzieckiem - jako rozstanie – rozwód rodziców, oddalenie i wyjazd: zdarzają się one często i manifestują w zachowaniu dziecka na co dzień – szczególnie w pierwszych latach nauki. 

Mówi się o deprywacji potrzeb, ich umniejszaniu... niezaspakajaniu patologicznym. 
Dorośli mówią wtedy: przecież to dziecko, cóż ono może wiedzieć, czuć... rozumieć... czego może chcieć... Przecież ma wszystko. Pozornie!!!

Inne potrzeby emocjonalne jakie obserwuję - a z pewnością dziecko nie tylko je ma, ale zawsze je wyraża, gdy nie koniecznie chodzi o ich niezaspokojenie na wcześniejszych etapach życia,  ważne są zawsze. To potrzeba miłości i akceptacji. 
Dziecko i każdy z młodych ludzi, chciałoby się czuć kochane i wyjątkowe w oczach rodziców, ale też w oczach swojego nauczyciela. Więcej niepokoju i trudności oraz ich manifestacja pojawia się wtedy gdy ja, jako dziecko - nie spełniam wysokich wymagań rodziców, nie zaspokajam - cudzych zwykle - ambicji i planów. Ich tęsknoty i marzeń o sukcesie: „nie jestem tak zdolny, oryginalny czy mądry”. 

Zdarzają się tacy uczniowie, dzieciaki - które uczą się szybko negować nie siebie, ale innych. Oni to umniejszają znaczenie zdobywania wiedzy i umiejętności. Taka osoba śmieje się i drwi z innych, przekomarza się „po co i dlaczego mam się tego uczyć”, wreszcie przestaje się przygotowywać na bieżąco i robić regularnie powtórki czy zadania domowe. Przychodzi nieprzygotowana – kolejne obowiązki traktując z ironią. 

Nauczyciele dostrzegając tylko zewnętrzną warstwę i manifestację: „nie pracuje, nie przygotowuje się” – pomijaliby to co najistotniejsze dla rozwoju tego dziecka, blokując jego być może - skromny potencjał. Dopatrując się bowiem złej woli, utrudniania procesu - prowadzenia zajęć, poprzestajemy na aspekcie zewnętrznym - przejawie. Na sferze tylko formalnej, do tego dodając wolicjonalność... Gubimy się w domysłach i jesteśmy przekonani, że dziecko robi to wszystko z premedytacją, celowo w sposób przemyślany oraz okrutnie zaplanowany. 

Nic bardziej błędnego!!!

Dlaczego? Bo takie dziecko, zrozpaczone i zaniepokojone tym, że mniej umie i potrafi - śmieje się z innych osób pracujących na zajęciach – lub niszczy ich prace. 
Inaczej nie umie, nie potrafi zareagować. Tylko tak, i niestety - coraz częściej.

A po co ma nas??? Dorosłych - no właśnie. Myślmy, główkujmy...

W wywiadzie i rozmowie z Rossem Campbellem "Jak kochać dziecko" - Jak kochać dziecko? , oraz w artykule o poczuciu przynależności - i rodzących się w człowieku potrzebach, a na ich bazie – o pragnieniach, można też doszukać się wielu wskazówek. 

Na takie to właśnie sytuacje i problemy powinniśmy być wyczuleni, pracując z dziećmi - wychowując je i z serca, ucząc je miłości.
Tej miłości do samych siebie, do innych ludzi i wreszcie - do całego otaczającego je świata!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz