niedziela, 13 listopada 2016

#Runmaggedon czyli sprawdź się brat sam...

Oczywiście, impreza... mocna i nocna, zakrapiana...
przechwałki czyli jak to mówię "Brzechwałki" od Jana Brzechwy... i kto w roli głównej? - Niewiele letni, nie siwe jeszcze włosy jego głowy, uczucie u mnie: Ratunku, pomocy, toooonęęę
Pogrążam się w dyskusji. Strzały słów z równych stron padają....
Ostatnia myśl ratunkowa: Porobić pranie, ręczne lub "założyć w pralce to, co ma iść", przecież zaraz będzie północ, już kwadransik przed niedziela. Nad to, wróciliśmy specjalnie od pary przyjaciół z gór, z Lipnika właśnie po to, by się "rodzinie spierać i kłócić"??? Żart, moja druga połowa milczy, już wlała w siebie drętwy znieczulacz... - mnie zaczyna latać gula - gadanie, sranie a nie granie.... Muzyki już nie słychać, śmiechy, ironia....
Poczucie mocy - zamykam oczy, zamyślam się, rzucam słowo - jak przynętę, wędkę....
Oto oni, moja siostrzenica i mój rodzony, jedyny brat... kurcze, młodsi i silniejsi ciałem, duchem - no nie wiem, ale zadufani - jak cholera...
NOOoooo, i stało się, lew a nie lwica, się obudził we mnie... Zawrzała we mnie krew - a niech tam, kłótnia wisi na włosku... Uśmiecham się... pierwsze starcie, padammmm, padammm...
Drugie starcie: Podnoszę się - dostaję w łeb od dwóch osób, później - od trzech...
I jeszcze "bratówka", o... przepycha się, dostrzegam komórkę w ręce, przyrosła jej już jakiś czas temu. "Smycz wrośnięta" w dłoń : "Podajcie jej, podajcie..." - rzuca w eter - "Niech doczyta ten punkt, paragraf czy punkt 16, o ruchu prawostronnym" (czyli przepisy Kodeksu o ruchu drogowym...) MYślę do jasnej ciasnej, szlam. Czuję w ustach ostry pył...
Brzmi, jak warunek umowy... Jak prawnicza sztuczka... Jak argument w postaci dobijanego gwoździa.

Coś ewidentnie, na korzyść mężczyzn znalazła. Ja... tymczasem zmęłłam przekleństwo w ustach, wargach swych... O, czuje sama, dziki uśmiech wypełzł na lico, że znalazła broń ostrą jak brzytwa, słowo, dowód... w telefonie zrośniętym z przedramieniem, czai się jak czarna wdowa na zdobycz, to nie smycz.... a obroża. Bransoleta..... niby.

Kontynuujemy...
jeszcze pół godziny - ufff, zaraz wyjdę z pokoju, jest 22.30 - i tak jeszcze mam zrobić pranie przed niedzielą - krótkie słowa, kłótnia... prześmiewki... jak u nikogo, bo Brzechwa by się zatrzymał... zapatrzył i zawołał Leca do zgrabnej fraszki lub innej krótkiej

"Tyle słów, i po co - walka o nic,
Chyba jeszcze nie dokopał się nikt -
do ich pustych, głośno brzmiących
- gliną.... donic...."

Ot, że tak delikatnie rzeknę...
Film poglądowy z Runmaggedonu na pustyni Błędowskiej, szok w oku i podniecenie, więcej smuggle do kieliszków, nalewka malinowa, i zachęcenie, dalej brnięcie, upadek czyli "upadnięcie"...

Ostatnia złotawa myśl przed mrokiem, w złotej godzinie zachodzącego słońca mego: "Mniej znaczy więcej". Słów - tak... Racja - wypowiedzi a i owszem.... Ta zasada nie tyczy się - jednak wielu innych spraw, wielu rzeczy. Rozumu, męstwa, pomocy, uwagi, odwagi, uśmiechu itp. a nawet - inteligencji, zwłaszcza tej emocjonalnej.
Choćbym do mniejszego rozumu, mądrości coś dodać chciała, do żadnego, nawet dziecka, nie będzie to z większą korzyścią... Ta reguła nie działa, w żadnej z tzw. innych kategorii.... Racji, siły, pogody ducha, miłości i wszystkich podobnych kategoriach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz