wtorek, 25 listopada 2014

Szukać porozumienia za wszelką cenę???

Czasem przychodzi przemilczeć wiele...

#Szukanie rozwiązań... 
Współpraca, a nie kompromis czy inny rodzaj współzależności i pozornej straty, zamiast zysku! Przystanąć i nie dać się sprowokować. Komunikacja, sprawna i dobra - to nie wszystko. Zwłaszcza, że czasem towarzyszy nam tylko przekonanie o posiadaniu takich umiejętności.
I choć ja, uczę się tego - krok po kroku - od parunastu już lat czy miesięcy, to  w niektórych sprawach wiem 
a może z czasem odkryłam i zrozumiałam, że "mniej, znaczy więcej".
Zawsze jednak podkreślam, że w każdej trudności, w konfliktach czy też "trudnych sprawach" warto jest osobiście spotkać się - rozmawiać, kontaktować się. Wyjaśnianie na piśmie, gmatwa... lub - źle nastawia. Nie każdy z nas dobrze reaguje na słowo pisane. Czasem wydruk tekstu staje się bronią (też tak w życiu miałam, byłam zaatakowana i podsumowana za to, co napisałam mało świadomie - i wysłałam pocztą.... mailem ).

Niestety, czasem to wyrok albo samobójstwo - wtedy już - zwaśnione strony mogą nie szukać porozumienia... Zniszczyć wroga a nie oportunistę czy adwersarza. Dobrze, gdy drugą stronę - rozmówcę - zna się 
wcześniej, dobrze się "ją czyta" z zachowań, przyzwyczajeń, z jego zwyczajów i pasji.... 
Dobrze "znać się" po prostu już całe lata, lata znajomości.
I jeszcze ja, to - co po mojej stronie...
Dobrze jest odnosić treści i przemyślenia do twojego charakteru ale i ... nastroju chwili... Ważne by pamiętać o niezwykłej prawdzie, naprawdę starej, stara prawda psychologów -to ta, że  zawsze w swoich aktywnościach "istniejemy i mówimy, zachowujemy się w kontekście"!!!
Do tego zadam pytanie:   Czy omawianie swoich trudności z innymi matkami, mężami, pracownikami, zawodnikami czy też rodziną - po szybkich zmianach - pomaga ??? 
Wydaje mi się że niekoniecznie" ...


Z autopsji powiem,  że w ostatni czwartek  (ubiegły tydzień 20.11.2014 r. wypłaciłam taką ustną wątpliwość, i zareagowałam burzliwie na zarzuty "tzw. do wszystkich dzieci, a w tej sytuacji do rodziców naszych "studniówkowiczów"... Ja - nie wytrzymałam... Dla mnie zachowanie faceta, który za wszelką cenę starał się upokorzyć nas - naszą szóstkę - czy też, wywołać skruchę??? i poczucie winy???...Strasznie poczułam się!!! Jak wyrwany do tablicy szczeniak czy też chłopiec do bicia

Wiesz, czasem tak bywa...
i uczymy się milczeć ale wnikliwie obserwować i analizować...
i trzeba się odezwać, ale w ustanej rozmowie wyjaśniamy "na gorąco"różne wątpliwości, 
mówimy też tak, aby miały okazję zniknąć  sarkazmy, 
w relacji z człowiekiem - szanujemy każdego człowieka, nie dlatego comówi i jak - ale za to, że jest człowiekiem..., cel też rozmowy jest inny - nie "załatwia się"  kogoś ani też   "nie idzie na wojnę" za to mamy - coś na kształt "współdziałania" czyli  "ty coś dla mnie, i ja coś w twoim kierunku"...
Warto tak spojrzeć  i na problem, i na siebie (na obie strony sporu). Zawsze powiem, że warto...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz