wtorek, 3 marca 2015

Zachować w sobie dziecko

W normalnym trybie dziecko jakie z nas wychodzi, jego zachowanie czy niesforność przeszkadzają i nam, i otoczeniu... Mówi się "nie rób z siebie dziecka", "zachowujesz się jak dziecko", "ale z ciebie dzieciak"... Czy też "kiedy z tego wyrośniesz...", "zaczniesz zachowywać się"... Bardziej boli gdy staramy się dotknąć rozmówcę i szybko zamknąć mu usta lub umniejszyć argumenty - "ryby i dzieci głosu nie mają"... "w twoim wieku to nie przystoi!!!"...
Karcimy siebie i innych za słabości, jakie wynikają z naszej natury częścią której pozostaje ten mały człowiek, nasze wczesne wspomnienia, doświadczenia, emocje przeżywane w dzieciństwie. Wcale nie znaczy - że tylko przyjemne.
Bycie dzieckiem to spontaniczność, naturalność, to emocje... to twórczość i kreatywność, jaką jesteśmy w stanie przywołać. Ale też - cały świat okaleczeń i trudnych wspomnień, czasem odrzucenia, opuszczenia, poniżania czy krzywdzenia jaki kiedyś był naszym udziałem. Zepchnięcia na margines... oddalania właśnie po to, by cierpieć ponad miarę.
Dziecko ratuje nas z opresji, bo przywraca częściowo nasze przeżycia, możemy się do nich odnieść pomagając komuś, angażując się w związek, częściowo - empatyczni czy tolerancyjni na trudne zachowanie.

Niektórzy, całe życie pozostają dziećmi.
Utkwili w dzieciństwie jak w pajęczej sieci, jak w pułapce. I tam tkwią...
Cierpią, czekają, trwają w wierze i niewierze oraz w zwątpieniu, że tym razem ktoś chyba już ręki im nie poda lub nie zdąży...
Mimo wszystko, mimo wszystko trzeba... Trzeba czekać, trzeba wierzyć, czasem prosić o obecność.
Nie uciekać od prawdy i od rzeczywistości po to, aby nie pozostać samemu z cierpieniem i ze sobą samym, na dłużej...  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz